12 maja 2010

kasting

pada deszcz..
Ciemne chmury kłębią sie nad miastem, ale czekają z wodospadem na godzinę wyjścia z pracy. Mojego oczywiście. Przecież wiedzą jak ja lubię chadzać w sandałkach po zadeszczonych chodnikach. Amen. Uczestniczyłam w rozmowach kwalifikacyjnych dla nowego pracownika w dziale promocji. Pracownik ma się zajmować wszystkim, z uwzględnieniem strony internetowej. Oficjalnie ma sie zajmować stroną i tzw. e-promocją, ale znamy te numery. Stroną będzie sie zajmował w chwili, wolnej od mnóstwa drobnych i bardzo pilnych poleceń. No, ale jest casting. Siedzi sobie szanowne gremium, czyli: derekcja, kadrowa, szefowa promocji i ja bez żadnej funkcji, ale jako jedyna wiedząca jak obsługiwać stronę (dorywczo sie tym zajmowałam, bo nie było odpowiedniego pracownika). Dostałam kawę, a jakże nawet podwójna w dużym kubasie, bo sen mnie morzył. Derekcja zadawała pytania standard, szefowa promocji raczej sie nie odzywała, ja dręczyłam biednych kandydatów pytaniami typu: czy lubi pan/pani internet? czy prywatnie pani sobie tam siedzi i coś czyni? czy widziała pani/pan nasza muzealna stronę? i pytanie podstępne i podłe: czy sie panu/pani nasza strona podoba się? Po czym zaznaczałam sobie na osobnym arkusiku, gdzie miałam wydrukowane pytania dla każdego kandydata; czy odpowiedź mnie sie spodobała czy nie. Kandydaci byli różni. I każdy był sympatyczny i każdego by się chciało zatrudnić. Wiedza i fachowość w miarę wyrównane. Po przesłuchaniach podyskutowaliśmy sobie trochę i zostawili 3 kandydatury na drugi dzień, żeby juz na spokojnie obaczyć zalety i wady.
Nie powiem żebym się czuła komfortowo w tej sytuacji. Szkoda było mi tych ludzi, każdego bym chętnie zatrudniła, a to w tej komóreczce, a to innej. No może oprócz dwóch: pana, co wydawał sie mocno nawiedzony i co rusz wekslował w stronę „ostatnich wydarzeń”, które uczyniły przełom w jego życiu i zażądały by się ustatkował i pani mocno wygadanej i pewnej siebie, co tak prawdę mówiąc nie odpowiedziała na żadne pytanie, które jej zadałam. Ale ten fakt dotarł do mnie deczko później, na szczęście jednak dotarł.
Na drugi dzień, juz bez kawy i kadrowej dokonałyśmy ostatecznej selekcji i wybrały jedna kandydatkę. Ciekawam czy warunki finansowe jej będą odpowiadać i czy będzie mi się z nią fajnie pracować. Amen.
A jeśli chodzi o finanse, to ludzie żądali bardzo mało kasy, aż zgroza..
A dzisiaj, dzisiaj nabyłam wreszcie kurteczkę „gryzzli”, do której się zmieściłam. Ostatnio mam traumę chodząc po sklepach, bo wszędzie jest dużo małych chudych rzeczy, nawet sklepy sportowe nie uwzględniają grubych kobiet.:-/

7 komentarzy:

  1. to Ty jesteś gruba ryba czytaj ważna persona w pracy :) a moja kurtka nie dopina się na biodrach, ale to marne pocieszenie dla ciebie ? :):)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciężko o dobrego (współ)pracownika w dzisiejszych czasach. Życzę by osoba ta okazała się kimś rzeczywiście sensownym :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z jednej strony władza daje poczucie własnej pozycji i siły no a z drugiej wielka odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rowniez zycze aby nowy pracownik okazal sie fajnym czlowiekiem bo tyle wspolnych godzin w pracy jednak swoje robi... :-) Trzymam kckiuk...! M

    OdpowiedzUsuń
  5. hej, hej, powoli! może i jestem gruba, ale żadna ryba! Mam troszke wiedzy na tematy komputerowo-internetowe, co czyni ze mnie tutaj nieomal fachowca (heheheh! co znaczy że tak naprawde nie ma nikogo innego!!!) więc żadna władza ani pozycja, tylko "z braku laku.." i "na bezrybiu i rak ryba!" Niestety taka jest rzeczywistość!
    a krajana bym chętnie poznała, kto on zacz? Ktos Ty Krajanie?

    OdpowiedzUsuń
  6. mnie zawsze mierzily tzw psychologiczne pytania ,nieczemu nie sluzace i wydumane,gdzie trzeba klamac zeby dobrze sie sprzedac,nie ma juz naturalnosci i normalnych rozmow,zdaje sobie sprawe ze trudno ocenic osobe po takich rozmowach ,przeciez nie wiadomo jakim bedzie pracownikiem,mysle ze wiecej mozna byloby sie dowiedziec o czlowieku podczas luznych rozmow a nie przy szanownej komisji

    OdpowiedzUsuń
  7. nie da rady inaczej zrobic kastingu! gwarantuję, ze moje pytania były takie same jak te co bym zadała przy piwie w ogródku:)

    OdpowiedzUsuń