




Wczoraj byłam na rynku, oglądałam szopki. Zrobiłam jak zwykle milionpięćsettysięcy zdjęć, miałam wrzucić wieczorem na bloga. Przyszłam do domu, zrzuciłam zdjęcia do kompa, otworzyłam katalog, popatrzyłam na nie i zamknęłam katalog. I nie zrobiłam z nimi absolutnie nic. A resztę wieczoru spędziłam ziewając, układając pasjansa i na koniec mocno zmęczona życiem obejrzałam kilka odcinków prywatnej praktyki. I to było pracowite i owocne spędzenie końcówki dnia. Doprawdy, nie wiem co się ze mną dzieje..
No dobrze. Pozbierałam troche zdjęć, naprędce obrobionych na laptopie. Resztę zrobię w wekend i pójdą hurtem na picassę. W tygodniu dorobię troche zdjęć na wystawie szopek. Jakoś się zmuszę, aby nie zawieść oczekujących.






oj, musialo być tam kolorowo :), a wybór paru zdjęć z kilkuset nie jest prostym zabiegiem.
OdpowiedzUsuńKtoś miał fantazję robiąc szopkę z dolnego zdjęcia - wypatrzyłem nawet mundurowego z uniesioną pałą :)
OdpowiedzUsuńNiezła szopka z tymi szopkami :)
OdpowiedzUsuń