24 lutego 2009

wtorek


Początek dnia bywa różny. Tak wiem, że to nie po polsku, ale mi pasuje. Dzisiaj, obudziłam sie spontanicznie, przespałam jak kamień całą noc i nie pamiętam co mi się śniło. Nie słyszałam młodego jak wrócił do domu. Rano zachwycił mnie widok cienkich, czarnych gałązek, pokrytych puszkiem świeżego śniegu. Wyglądały jak japońska grafika, na białym śniegu. Rozczulił widok gawronów, usiłujących dostojnie stąpać po głębokim śniegu. Rozczula mnie też, widok różowych łapek gołębi na śniegu. Chyba im zimno..
W tramwaju dziwnie pustym (no ferie!) myślałam o tym jak moje życie prywatne zaczyna być determinowane przez seriale. Seriale, czyli ciągnące sie przez ileś sezonów opowieści o życiu i przygodach innych ludzi. Czy wciąga mnie oglądanie serialu? tak, wciąga. Przez ileś wieczorów uczestniczę w przygodach z innego świata. Nasze spotkania piątkowe, miłe tradycyjne przez ileś tam lat powoli przechodzą do legendy. A nawet jeśli przypadkiem legenda schodzi do realu, to ja rezygnuję i spędzam kolejny wieczór przed monitorem. Kolejny rytuał: herbata, świeczka, papieros w przerwach między kolejnymi odcinkami, jabłkiem zagryzam papierosowy smak. Potem trochę pasjansa, muzyki i przychodzi czas na łóżko. Nudna książka przed zaśnięciem i pora zgasić lampkę. I tak rytualnie i serialowo, dzień za dniem. Zastanawiam się, co będzie jak skończą mi sie filmy i seriale? Zacznę od początku, czy jak?

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza