23 lutego 2009

znowu zima






Dziwny niepokój. Dziwne uczucie, że coś jest nie tak, że coś powinnam, a nie zrobiłam. Że coś zawaliłam. Podanie o urlop; napisane. Spodnie do przeróbki zaniesione. Telefon do ośrodka.. a nie, no to już dzwonię. Termin już załatwiony, więc wszystko zrobiłam, co było zaplanowane. Więc skąd ten niepokój? Wczorajszy wieczór z trzepotaniem motyli w żołądku. Już dawno nie trzepotały, spały grzecznie od dłuższego czasu. Może to tylko pogoda, skoki ciśnienia.
Trochę stresów sie ostatnio nagromadziło, zarówno rodzinnych jak i towarzyskich. Mam teraz okres hibernacji. Zaszywam się w mysią norę i udaję, że mnie nie ma. Zero rozmów, zero spotkań. Filmy, książki. Cisza spokój. Pławię się w innych światach, przeżywam cudze życia na ekranie, na kartkach. Obrazy z książek mieszają się i nakładają na filmowe sceny, potem wszystkie razem tworzą mój inny świat, świat który objawia się jako sen. A sny mam ostatnio niesamowite, opowieści bardzo logiczne, z początkiem i końcem, pięknie kolorowe. Coraz częściej żałuję, że już się obudziłam. Tak sobie czasem myślę, że gdyby jakiś mag lub inny czarodziej, dał mi możliwość zamieszkania w moim śnie, to być może bym się zgodziła.
Dzisiaj piekny zimowy poranek. Padał snieg, padał całą noc i pokrył miasto białym puchem. prze kilka porannych godzin było ładne i czyste. Potem już powstało błoto. Szare mlaskające pod butami błoto pośniegowe. (Szaleńczo podoba mi się ta nazwa. Błoto pośniegowe,czyli zlepek ze sniegu, piachu, soli, wszystkiego tego co zostawiają na ulicach samochody.) Na zdjęciach ten ładny, czysty jeszcze Kraków.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza