16 stycznia 2013

 ładnie się odcinają od śniegu..


 lubię takie ujęcia - śnieg jak cukier na łyżeczce ;-)
Siedziałam przy oknie, z kubeczkiem kawy i patrzyłam na leniwy taniec śnieżynek. Padający śnieg ma w sobie coś hipnotyzującego. Można patrzyć i patrzyć i myśleć nie wiadomo o czym..myli przepływają powoli, nigdzie się nie spieszą, bo i gdzie? białe puszki spadają miarowo, wirują w niespiesznym tańcu. Na dole coraz bardzo biało, drzewa jak narysowane kawałkiem węgla, na białym tle. Zegar tyka, jest ciepło, cicho, cisza mnie otula..
Na osiedlu wydeptane ścieżki, a ludzie potulnie chodzą ścieżkami, spokojnie czekają na mijankach. Samochody śpią pod puchowymi kołdrami. Poezja kończy się na chodnikach posypanych solą, nogi z trudem miętoszę śliską bryję. Na ulicach horror- ciężkie czarne błoto i stojące przy krawężnikach kałuże.
Posłuszna zaleceniom Pietruszki ufarbiłam włosy na rudo. Nie czuję się przez to ani lepiej ani piękniej. Widać nie tędy droga..
Dzisiaj jest spotkanie noworoczne w pracy. Chciałam pójść, ładnie się ubrać, pouśmiechać do ludzi, odebrać trochę uśmiechów, serdeczności, zaliczyć kilka ciekawskich spojrzeń. No i kicha..akurat dziś muszę jechać z mama na zabieg, muszę ją zawieść, być z nią, przywieźć do domu..taki pech, tak się złożyło. Ale nic to. W końcu to nie takie ważne.
śnieg pada, ale jest ciepło, więc topnieje.
Wczoraj byłam w mieście. Powłóczyłam się po Plantach, zrobiłam kilka zdjęć, nie powiem, lubię to i miło mi było.
 sąsiad robi remont. wiertarka wwierca mi się w mózg.

7 komentarzy:

  1. Najważniejsze, Słońce, że znajdujesz wokół i w sobie dość pozytywnych wibracji, co by "w ogóle coś robić", nawet jeśli jest to tylko patrzenie przez okno czy spacer z obiektywem. Ponoć kiedy zatrzymujemy się w miejscu, zaczynamy się cofać. Ech, ta zima... Niestety ni w ząb nie podzielam zachwytu jej miłośników, więcej w swym życiu już jej nie obejrzę a przez net, nie sprawia już takiego "mroźnego" wrażenia. Zwłaszcza, że u nas dzisiaj padało i było ok. 25 stopni, jeśli mój nos dobrze wyczuł... nie wychodziłam z domu i na razie się nie wybieram. Wieje chłodny wiatr znad oceanu.... brrr, jednym słowem. Zmienna jest ta pogoda w tej części Antypodów, ale zawsze to lepsze niż 10 miesięcy w roku zimna i seplatej aury. Ale dość o mnie...
    Życzę twojej mamie, jak i Tobie, dużo zdrowia, ciepła i pogody ducha. Nie dajcie się choróbskom, ćmom ani innym takim. :***

    Pozdrawiam cieplutko :*** :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Snieg lubie ale tak wlasnie za oknem;)) Na szczescie jeszcze nie bylo sniegu tej zimy. Chociaz gdyby zapytac Wspanialego, to by powiedzial, ze owszem padal... no tak spadlo kiedys 17 platkow i zanim dosiegly ziemi to juz ich nie bylo:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia miłe dla oka, ale w rzeczywistości w ogóle mi ta zima nie podchodzi. Ja chcę wiosnę, wiosnę, wiosnę, a najlepiej maj, maj, maj!

    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. przepiękny nagłówek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Można patrzyć i patrzyć i myśleć nie wiadomo o czym..myli przepływają powoli, nigdzie się nie spieszą, bo i gdzie?"

    uwielbiam takie momenty :)

    Pozdrawiam i zdrówka życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. I tak się cieszę, że wróciłaś na rudą stronę mocy :-) słowiański szatyn w ogóle mi nie pasował do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. zachęciłaś nas do takiego zimowego spacerowania! czarodziejka!

    OdpowiedzUsuń