Wczoraj duszny upał..wybrałam się na wycieczkę do bankomatu, czas już był najwyższy. Euronet osiedlowy wziął sie i popsuł, więc najbliższy oddział banku to około 2 km na piechotkę. I poszłam.
Droga w jedna stronę bez problemu, więc hyc, hyc do pobliskiego supermarketu po ulubiony serek (twaróg wędzony, pyszota!). Zachciało mi sie kawy mrożonej z McDonalda, ale kolejka tam była znaczna, więc zrezygnowałam. Stoje grzecznie i czekam na zielone światło. Spojrzałam na niebo po mojej lewej, a tam.. czarno i granatowo i czasem sie coś srebrzy.. Nie szkodzi pomyślałam optymistycznie. Wiatru nie ma, efektów dźwiękowych nie słychać, wie daleko, przeskocze te 2 km zanim przyjdzie. Na wszelki wypadek Pani Burzy rzuciłam kilka komplementów i poszłam. Pierwsze krople spadły po ok 500 m. Całkiem spore krople. Wiatru brak, krople ciepłe, ide dalej. Po kolejnych 200 m całkiem sporo kropel, zaczęło wiać. Wyjęłam pelerynkę, co kiedyś włożona do plecaka, cudem uchowała się. Walcząc z oporną materią i wiatrem założyłam niebieskie cudo na siebie i poszłam dalej. Kapturek bez przerwy spadał i deszcz zalewał mi twarz, ściekał z włosów i po raz któryś w życiu, pomyślałam o przydatności wycieraczek na okularach, takich jak mają samochody :-))
Ale powiem że było fajnie:-) fajnie było iść w mokrych sandałach, fajny był ten deszcz, fajnie mi było w tych szeleszczących niebieskościach i tylko żałowałam, że nikt mi zdjęcia nie zrobi!
A powietrze pachniało mokra trawą i mokrym kurzem..taki typowo miejski zapach deszczowy. Ten sympatyczny wstęp do burzy, skończył się kiedy weszłam do mojego bloku. I już całkiem na poważnie, rozlała sie i rozgrzmociła za ok 20 min. Podziwiałam ją stojąc na balkonie.






jak jest ciepło, to nawet nie tak źle jest zmoknąć od czasu do czasu...
OdpowiedzUsuńDobrze, że udało Ci się uchować przed burzą :) Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńJak Pani Burza komplementy usłyszała
OdpowiedzUsuńto tym bardziej chciała się odwdzięczyć -deszczem oczywiście
Bardzo lubie taki wiosenno-letni deszcz, pod warunkiem, ze nie w drodze do pracy:)))
OdpowiedzUsuńDzieki Tobie pogmeralam na blogerowych forach i juz sie naprawilam:))) Dziekuje:*
zazdroszczę Ci pozytywnego stosunku do burzy. Ja bym została w McD albo sp.. w podskokach do domu ;-)
OdpowiedzUsuńAle fajnie jest zmoknąć :-)
Star, no to się cieszę:-))
OdpowiedzUsuńPi, ona nie grzmiała ani nie błyskała..nawet nie powiewała!!
w Mc było duszno i śmierdziało..:-(