10 lipca 2010

notka kilka małych szarych komórek

Jest gorąco. I niekorzystnie. Pogoda nieprzyjazna dla klienta, czyli dla mnie. duzo kawy, dużo migren, dużo ogólnie niechęci do robienia czegokolwiek, albowiem: myślenie znużone i zniechęcone, i jakoś się oddala w niewiadomym kierunku, prawdopodobnie w poszukiwanie miłego cienia i widoku na morze i jeziora z chłodną wodą. W dodatku bierze ze sobą wenę i idą sobie razem pod rękę, byle dalej ode mnie. Zostają mi wszelkie czynności fizyczne w tym manualne, ale od robienia rzeczy bardziej gorących niż powietrze, ja z kolei uciekam daleko. Usiadłam sobie tedy dzisiaj wygodnie, z niedużą robótką na kolanach. Słuchałam dziwnych jęków zza okna, ups! to dźwięki ambitnej muzyki z pobliskiej caffe ;-). Otoczona piciem ciepły, zimnym oraz w stanach pośrednich, dziergałam pracowicie. Zaraz wyjaśnie w czym rzecz. Z różnych powodów nie moge nosić torebiszcz na ramieniu ani w rękach. Nie mogę i juz, bo dzieja mi sie różne takie..niemiłe rzeczy. Więc nosze plecaki. I tu jest problem.. konia z rzędem albo pół królestwa temu kto mi znajdzie odpowiedni plecak! Taki tzw. miejski. Ok 10 l pojemności, dobrze usztywnione plecy, szerokie!! szelki na ramionach i oprócz tego kilka co najmniej kieszonek na wierzchu i w środku. I żeby jeszcze był ładny. Rzeczywistość? jak ładny to za mały, albo szelki za wąskie i wpijają sie w ramiona. jak większy to albo ciężki, albo niezgrabny, albo zbyt turystyczny czyli prosto w Himalaje. I wciąż jestem skazana na półśrodki, na dorabienie szerszych szelek (jesli sie da) na doszywanie kieszeni w środku, itd, itp..i właśnie dziś mój kolejny plecak dostał nowe kieszonki. Albowiem 50% plecaków ma najwyżej jedną kieszeń, a 50% żadnej. I takie to.. Na koniec pragnę podziękować tym kilku moim szarym komórkom, które nie poszły z większością plażować, albo łazić po lasach na jakiejś innej planecie i pozwoliły mi napisać tą mało ambitną ale jednak notkę.
Bo zazdroszczę koleżankom i kolegom z innych blogów, że piszą o takich ważnych i egzystencjalnych sprawach, a ja tu o plecaczkach. Ech, co za życie..
Ps. w ramach nie myślenia zabawiam sie tworzeniem smiesznych obrazków, korzystając z gotowców. Wyprodukowałam milion swoich portretów, trochę młodego, trochę koleżeństwa, troche misiaka. Bardzo to ambitne. Przyznaję i obiecuję, ze wszystko sie zmieni jak tylko pogoda sie zmieni. Howgh

6 komentarzy:

  1. Też tak mam w tym upale. Z sofy na leżaczek, z leżaczka na sofę - i tak w kółko. Bawię się przenosząc różne różności do usług windows live...powiedzmy, że to straszniście ambitne zajęcie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. ale masz wymagania,przy takiej pogodzie mozna sobie odpuscic ambitne blogowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. masz rację z tymi plecakami, teraz sobie zdałam sprawę, że każdy jaki mam lub miałam miał po 1 kieszonce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też zleniwiałam straszliwie... ale nadrobię, tymczasem poczytam co u człowieków blogowych się dzieje:)
    buźki:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Zanurz stopy w zimnej wodzie, choćby w misce. Ja tak robię plus mrożona herbata z kostkami lodu i jest perfect :) Upały dają nam w kość, to fakt, piekielne to lato w tym roku... Uf, cóż poradzić? Może jak wszyscy zaczniemy dmuchać, to ten saharyjski front odpłynie dalej?

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń