5 lutego 2009

codzienność

Czasem mam okazję usiąść tramwaju, kiedy jadę do pracy. Siedzę wtedy i myślę, taka jeszcze nie do końca obudzona i nie do końca kontrolująca o czym myślę. Dzisiaj myślałam o:
końcówka pierwszego sezonu Dextera dała mi w kość. Wiedziałam, że jest dalszy ciąg, podejrzałam nawet w następnym sezonie czy wszyscy żyją, a jednak napięcie było nieznośne. Ale za to jak juz się skończył 10 odcinek, odczułam ulgę. Co najmniej jak po halnym kiedy przychodzi deszcz. Wygląda na to że dziś przyjdzie. jest szaro i mokro i już nie wieje. I ciepło jest.
Teraz ta młodzież taka wysoka i szczupła, z prostymi długimi nogami, myślałam dalej, patrząc na grupę chłopaków z plecakami. Dzisiaj nie widzę już dziewczynek z krzywymi nogami, Vibovit załatwił sprawę braku witaminy D. Patrzę na znane do bólu krajobrazy przesuwające się za oknem i myślę dalej.
Zrobiłam wczoraj odbitki z kilku fotografii, na zamówienie, dla siebie nie robię bo i po co? Gdybym miała swoje mieszkanie, to oprawiłabym i powiesiła na ścianie, ale nie mam więc patrzę sobie tylko na monitorze. No i właśnie.. na monitorze wszystko wygląda ładniej, lepiej. Miły pan w labie, pouczył mnie, że musiałabym skalibrować monitor pod kolor odbitek Fuji. Ale wtedy wszystko inne wyglądałoby źle. Więc sprawa odbitek uległa zawieszeniu i pozostanie dalej wirtualna fotografia.
Dzień zapowiada sie mglisty, niskociśnieniowy i biomet będzie niekorzystny. Howgh.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza