26 stycznia 2009

sny



Takie piękne sny miałam ostatnio. Śniły mi się fajne miejsca, ludzie mili i przyjaźni. Śnił mi się dom nad jeziorem, otoczonym górami. I las blisko, a w lesie mnóstwo zwierząt nie bojących się ludzi. I nawet nie wkurzyło mnie, że kiedy chciałam im robić zdjęcia, to bateria wysiadła w aparacie. I śniło mi się, że moja mam, niczym sarenka pomknęła na szczyt góry, po stromym zboczu. I śniło mi się, że MS też tam był, mieszkaliśmy w dużym jasnym pokoju, a ściany były wyłożone drewnianą boazerią. Takie proste złociste deski, z jakiejś sosny. Dzisiaj nad ranem śnił mi się Kraków, chodzenie po uliczkach, znowu MS był przy mnie. Jak na tą ilość czasu w której o Nim myślę, to śni mi się niesłychanie rzadko. A teraz aż dwa razy pod rząd.
Niesamowicie dobra aura została mi po tych snach. I nawet nie czułam, przeważnie obecnego w takich momentach, żalu, że to tylko sen.
A miejsce miało podobną atmosferę, co to miejsce na zdjęciach, tyle że gór tam nie ma..

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza