12 stycznia 2009

powrót nie triumfualny

Powrót z urlopu bywa bolesny. Podróż minęła szczęśliwie, choć nie mogłam zasnąć, słuchałam muzyki, chrapania współtowarzyszy, aż zmęczona wreszcie zasnęłam. W sąsiednich przedziałach jechała drużyna sportowa. Małe skrzaty w czerwonych kurtkach i kilku trenerów. Szybko poszli spać, natomiast rano zaczęło się: „panie trenerze, czy mogę iść do toalety? panie trenerze, bo Maćkowi się krew leje!! z palca.. dodał po chwili, zdyszany i przejęty zawodnik. Pan trener dwoił się i troił, bo podopieczni byli w kilku przedziałach. Wciąż słychać było : przestań mu machać przed nosem! wiem, że to twoje miejsce, ale zejdź i ubierz buty! Wreszcie jęk: Jeeeeeezu, chyba was pozabijam albo co….
Przypomniałam sobie moja ulubioną książeczkę „Mikołajek i inne chłopaki” z panem Rosołem, nauczycielem :-).
Wjazd do Krakowa, czerwone kurteczki szamocą się z bagażem, pan trener z nimi. Ja wreszcie wysiadam, przedarłam się przez malców. Pusty peron. Kilkanaście dni temu odbierałam MS z pociągu i potem byliśmy razem przez prawie trzy tygodnie. Z czego tydzień w Mieście Gryfa. No doprawdy, nie wiem kiedy to minęło. Było różnie, raz lepiej raz gorzej, ale generalnie było nam po prostu dobrze i ciężko mi było wyjechać. I teraz mi tak jakoś pusto i osobno. Jakby kawałka mnie brakowało.
Chciałabym pisać piękne notki. Ciekawe, takie żeby ludzie o mnie mówili, żeby czekali na kolejny wpis. Chciałabym być piękna, znana i bogata. Chciałabym... e, tak naprawdę to bym nie chciała.

2 komentarze: