16 grudnia 2008

wtorek, ale nie czarny i dobrze!

Czuję się dziwnie. Tak jakbym płakała. To te piekące oczy i napięcie na policzkach, karku, ramionach. Nie, nie płakałam, ale tak reaguję na stres. Stres pracowy jest teraz jak ukłucie szpilki. Bolesne ale krótkie. Jak bardziej ukłują, to pokazuje się kropelka krwi. Można wyssać. Inne stresy są głębsze. Taki jak dziś. Pięknie ostatnio się układało, święta zaplanowane, MS nabył bilet. Ja spokojna. A dziś rano? MS u doktora, choreńki. Wszystko wskazuje na chorobę krótkotrwałą acz intensywną, ale co użyłam w ciągu 20 minut.. (tyle trwała diagnoza i wypisywanie recept). Normalny szok. Za bardzo to wszystko przeżywam, za bardzo mnie to wali. Na efekty nie musiałam długo czekać. Ból, brak czucia w rękach. Tak silne napięcia, że z trudem odwracam głowę. Problemy ze snem. Nie pomagają żadne zen i jogowe ćwiczenia. Muszę znowu przejść na prochy, co mi znowu skutecznie zrujnuje żołądek. Ciekawa jestem, ilu lat ja dożyję? i czy będę chciała ich dożyć?
Co pomaga na stres? Dobre wiadomości, serdeczność kumpelek (piernikowy domek od Mam w drodze!), udane zakupy. Choć tutaj mam wątpliwości. Czy mogę uznać za udane zakupy dwie pary kolejnych sztruksowych spodni + czarny podkoszulek? Miałam kupić cokolwiek na sylwestra, choćby sylwestrowy podkoszulek. I jak zwykle spodnie, spodnie, tyle że ze znaczną przeceną. Więc w sumie jestem zadowolona, choć nadal nie mam nic świecące, błyszczącego, wyszywanego kamieniami szlachetnymi i złotem, na powitanie nowego roku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza