22 października 2011

tutaj wchodziliśmy
Tak było w środku
tak było też. to malućkie okienko nie dawało niestety światła.
zacieki na stropie zrobiły małe stalagmity albo te drugie
Korytarz przystosowany dla Domu Kultury
Mieliście kiedyś do czynienia z ciemnością? Z taka aż gęstą, prawie namacalną, otulająca aksamitną, zatykająca nos i uszy.. Ja miałam. A było to tak: w forcie poszliśmy zwiedzać kaponierę (jakby ktoś nie wiedział, co to, to tutaj link do Viki .). Było nas trochę luda (ok. 20osób) różnej płci i wieku, oraz różnego ubioru – od eleganckich płaszczy i butów na obcasie, przez sportowe kurtki, buty wygodne, spódniczka za kolano (to ja) do dżinsów i kurtek tudzież butów sportowych. Przed wejściem kierownik wycieczki rozdał latarki. Cztery sztuki. :-/ I zapowiedział: proszę iść środkiem, nie opierać się o ściany, bo są tam niebezpieczeństwa wszelakie, świecić latarkami pod nogi, tak żeby każdy coś widział. No i dobrze. Latarki wzięli nieposiadający aparatów fotograficznych i poszliśmy. Weszliśmy w korytarz o półokrągłym sklepieniu, grzecznie gęsiego. Ściany grube i masywne sklepienie tłumiły głosy (z betonu i kryte płaszczami ziemnymi). Po pewnym rozciągnęliśmy się mocno, czasie goście z latarkami gdzieś się pogubili i nagle znalazłam się w takiej właśnie kompletnej ciemności. Wiedziałam, że nasi są na przedzie, wiedziałam, że nasi idą jeszcze za mną, ale kompletnie straciłam orientację w terenie. Doprawdy mogłam iść w dowolnym kierunku, nawet nie wiedząc o tym. Oczywiście mogłam iść do przodu albo do tyłu, bo po bokach były te ściany z czymś tam. Podniosłam aparat i zrobiłam zdjęcie w ciemność. Lampa błyskowa rozświetliła na moment korytarz. Uff są tam ludzie! Poszłam wiec do przodu, idąc na pamięć i mając w oczach to, co zobaczyłam po błysku lampy, starając się nie widzieć tej naprawdę bardzo gęstej ciemności. W drodze powrotnej sprytnie trzymałam się blisko faceta z latarką. Wymyśliłam nawet, że lepsze efekty daje świecenie po suficie i ścianach niż pod nogi, co sprawdziliśmy w praktyce. Następna w programie była kaponiera boczna, bardziej nieprzyjazna, z stromymi zejściami po zniszczonych schodach, ale tam już nie poszłam. Doszłam do wniosku, że wolę tu wrócić ze swoją latarką. Zdjęcia ciemności oczywiście nie mam, kilka zdjęć wnętrza nie oddaje tak naprawdę atmosfery tego miejsca.
Update
To było dziwne, dziwne. Normalnie nie lubię ciemności. Boję się nawet, bo mam wtedy wrażenie że nagle oślepłam. Dawniej ratowałam sie zegarkiem ze świecącymi wskazówkami, potem nosiłam małą latareczkę (pewnie stąd moja nieustająca miłość do latarek), dziś na szczęście mam komórkę. Ale tam w tych lochach, nie czułam strachu. Ta ciemność była w pewien sposób przyjazna, ciepła. Przeszło mi wprawdzie na myśl, że gdybym tu była sama, to pewnie bym oszalała, ale tak przeszło przez głowę i znikło. Aha, no i nie było tam zasięgu komórkowego, nic a nic..

7 komentarzy:

  1. El,
    napisałam dla Ciebie wiersz, może rozjaśni tę ciemność jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda ciemność się kiedyś rozjaśnia:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Emmo strasznie się wzruszyłam..
    Nivejko, to dziwne, ale nie bałam się ciemności.

    OdpowiedzUsuń
  5. :)) Fajne miejsce, chętnie bym odwiedziła:)) Wracając do domu z pracy jadę 15 minut lasem (to są ukochane boczne drogi)i za każdym razem nie mogę się oprzeć zgaszeniu na moment świateł. Ciemność jest gryząca, i zawsze zastanawiam się co zobaczę kiedy już te światła włączę. A wyobraxnię mam bogatą...i wiesz...nie mogę się oprzeć, dziś pewnie zgaszę znowu...

    OdpowiedzUsuń
  6. CP to super:)) ja lubie jazdę w nocy przez leśną droge. Drzewa białe w świetle lamp wyłaniają sie naprzeciw jak duchy..

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie często zdarza się wracać do domu już późnym wieczorem, to też jakieś 15-20 minut, ale pieszo, najpierw wiejską drogą, jako tako oświetloną a potem już dróżką wśród drzew, przy lesie, przez most. I chociaż znam każdy kamień i każde drzewo, to gdy jest bezksiężycowa noc, to trochę jest dziwnie. Nie to, że strach. Ale że jest się tak drobnym, tak niewielkim fragmentem tej wielkiej całości. A czasem gwiazdy świecą tak, jakby były tuż nad głową.

    Dziękuję za list i pamięć :)
    Powracająca do blogowania z letniej hibernacji
    A.

    OdpowiedzUsuń