9 lipca 2011

diariusz


Dostojnie kroczące

Rudy seter ładnie zagrał kolorem

Sobota. Po dusznym, upalnym i pokropionym deszczem piątku, przyszła sobota. ale najpierw piątek, rozpycha się łokciami i krzyczy; najpierw ja, ja! No dobrze. Piątek. Pod znakiem kontaktów ze służbą zdrowia ( służbą; hehee, komu oni służą???) i zakupów. Ten drugi znak przyjemniejszy, szczególnie że wszędzie sezonowe obniżki i nagle mnóstwo fajnych rzeczy stało się dostępnych. Przecenione sandałki, klapki, klapeczki, ciuchy..nic tylko brać i kupować! Nic to.. nie dam się wciągnąć w te szaleństwa, zamówiłam natomiast nowe szkła, czyli okularki, plastyki tzw. fotochromy, bo światło mnie razi.. To jest mój podstawowy zakup!
No więc wróćmy do soboty, który cichutko i skromnie czeka na swoją kolejkę. Sobota zjawiła się niespodziewanie i wcześnie. Koło 6 rano zrobiła mi pobudkę świecąc w oczy i głośno krzycząc, a właściwie śpiewając, przy pomocy jakiegoś ptaszka, co darł dziób głośno i wyraźne nad moim łóżkiem. Tzn. gdzieś na balkonie, albo jeszcze dalej, ale miałam wrażenie, że siedzi na mojej poduszce i treluje prostu w prawe ucho. Bo na lewym spałam.
No i nie udało się zasnąć.. poprzewracałam się z boku na bok jakieś 40 minut i wstałam. A jak już wstałam, to trzask-prask; kawa, plecak, aparat, klucze i poooszła!
Niedaleko, bo w najbliższe zieleńce, ale o tej porze te zieleńce żyją sobie własnym życiem, całkiem inne..
Świat błyszczący od rosy, odświeżony po nocy, pachnący.. Rosa wszędzie; na trawie, na liściach, na mnie przy okazji.. idę przez łąkę wąską ścieżką, rosa spada mi na bose stopy chłodnymi kroplami. Przypomina to dotknięcia zimnymi, mokrymi noskami stada szczeniaków:-)). Wchodze w zagajnik akacji.. Pomiędzy drzewami pozostały tajemnicze, zwiewne mgiełki.
Na jarzębinach czerwienieją korale.. już prawie czerwone. Jest cicho, tylko ptacy śpiewają..
dobrze zaczął sie ten dzień. Teraz trzeba tylko przetrzymać fale upału, wizytę rodzinną na przyjęciu imieninowym u cioci, nockę i jutro; jutro może będzie wycieczka.. wycieczka za miasto! puk, puk, żeby nie zapeszyć!

7 komentarzy:

  1. a u mnie sobotni poranek leniwy, ze śniadankiem w ogródku. Przyjemnie...
    Powtórzę się, ale... piękne zdjecia;)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziekuje w imieniu zdjęć. Nie sa tak piekne jak było w realu. pozdrowienia i milego wekendu!!

    OdpowiedzUsuń
  3. fajnie masz, a ja mam za oknem piękne tereny drzewiaste, ale zbóje tam grasują...rozumiesz....strach to kiepski towarzysz :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. jest takie przyslowie...kto rano wstaje temu pan bog daje... co daje to nie wiem ;) ale fotki wyszly ci pierwszorzedne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jest takie przyslowie...kto rano wstaje temu pan bog daje... co daje to nie wiem ;) ale fotki wyszly ci pierwszorzedne :)

    OdpowiedzUsuń