9 czerwca 2009

plany planów


Spędzam dni i noce na czekaniu. Na planowaniu. Tworzę plany A i plany B i plany C. Jedne wykluczają inne. Plan B jest przeciwieństwem planu A. Plan C usiłuje łączyć plan A i Plan B. Plan D zakłada totalne i przeciwieństwo i budowany jest pod hasłem: pocałujcie mnie wszyscy w dupę. I chyba plan D, ma w tej chwili największe szanse na spełnienie.
A rzecz w sumie jest niewielka, dotyczy kilku dni zaledwie. Dni które mimo wszystko wciąż jeszcze maja szanse na to by być piękne, a przynajmniej ładne. I dlatego te plany przewalają sie przez mój mózg, zahaczając o siebie i prując misterne szwy.
A okoliczności przyrody, czyli najbliższa moja rodzina, wciąż wysuwa nowe żądania. To się nazywa „pomoc”. Czuję się wykorzystana. I wprowadzona w błąd. Okazała się, że moja „niezbędność” w krakowie polega na donoszeniu jedzenia dla Api i jej małżonka. Mogłam im zawieść furę żarcia i pojechać gdziekolwiek. No ale wydawało mi się, głupio i błędnie, że chodzi też o moją obecność. Otóż nie. Nie chodzi. Trzeba tylko dać jeść.
Trudno. Tworzę kolejne plany, żeby nie zmarnowac tych dni tak do końca. Plan A, przyjazd MS. Plan B, przyjazd MS, na nieco inny dzień ( urlop na żądanie?) plan C, brak przyjazdu. Realizujemy wtedy plan D.
Jest duszno. Ciemne, malownicze chmury, przewalają sie przez niebo. Kocham chmury.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza